Maja

Sesja z mamą – Złotów, maj 2020 r.
MAJA – córeczka Ani i Tomka, 7 lat

 

Diagnoza: Maja do 5 miesiąca życia rozwijała się książkowo… a potem, nagle, po kontrolnej wizycie u lekarza, oprócz połykania i oddychania, straciła wszystkie swoje funkcje. Pomimo obszernej diagnostyki obrazowej, genetycznej oraz laboratoryjnej nadal nie jest zdiagnozowana. Maja jest regularnie rehabilitowana i uczęszcza na wiele terapii oraz do jej ukochanego przedszkola. Nie chodzi, nie mówi, mierzymy się z głębokim opóźnieniem psychoruchowym.

Mama: Nasza historia to historia o dojrzewaniu…

W garść, a właściwie do “roboty” wzięłam się od razu, jak tylko dopuściłam do siebie myśl,  co się stało… Nie szlochałam po nocach, nie buntowałam się – wypierałam…

Po prostu.

Długo zajął mi fakt oswojenia się z myślą, że moje macierzyństwo nie będzie takie, jakiego zawsze pragnęłam, że moje dziecko nie będzie raczkować do roczku, o chodzeniu już nie wspomnę… aż w końcu zaczęłam marzyć, żeby zaczęła się uśmiechać i siadać.

Po prostu.

Jeszcze dłużej zajęło mi dojrzewanie do żebrania o pomoc. I w końcu dojrzałam też do faktu, żeby moje dziecko było sprawne kiedykolwiek… i muszę o tę sprawność zawalczyć, schować dumę i honor do kieszeni, bo inaczej będziemy ćwiczyć jak Owsiak, do końca świata i o jeden dzień dłużej.

W końcu dojrzałam do rzeczy przełomowej. Gdy Maja skończyła 2 latka złożyłam wniosek o orzeczenie o niepełnosprawności. myśląc sobie, że jak skończy 6 lat i pójdzie do zerówki o fakcie tym nie będzie ani śladu. Ruszyłam nasze oszczędności na spłatę kredytu mieszkaniowego i zaczęłam rehabilitować dziecko – nie podtrzymywać tylko jej czynności życiowych.

W końcu dojrzałam i z tym chyba miałam największy problem, by zacząć myśleć też o swoich potrzebach. Po ponad  5 latach  dojrzałam, by wyjść  z domu z koleżankami i potańczyć!!! Dojrzałam też do swojej odskoczni – mojego kochanego biegania, które okazało się pasją mojego życia. Poczułam, że jeśli nie zrobię czegoś tylko dla siebie, mogę nie mieć już siły ani okazji zająć się własnym najukochańszym dzieckiem…

W końcu dojrzałam, by przyznać się przed samą sobą i powiedzieć to głośno, że czasem naprawdę nie daję rady…

Mam zbuntowaną, ale cudowną i jedyną w swoim rodzaju 6-latkę z orzeczeniem na kolejnych pięć lat… Nie chodzi do zerówki, ale pierwsze 3 miesiące do przedszkola do grupy 3 latków… Cieszy mnie fakt, iż w tym wieku odcina pępowinę, chce i uczy się umiejętności kolegów i koleżanek  z grupy o 3 lata młodszych.

Choć cichutko marzę, by była sprawna jak JEJ rówiesnicy. I tak samo ucieszy mnie fakt, jeśli kiedykolwiek samodzielnie pojedzie na swoim wózeczku, do szkoły, a potem na studia… Niech będzie sprawna intelektualnie na tyle, by dać sobie w życiu radę…

Ale najbardziej w świecie pragnę, by była szczęśliwa.

Po prostu.